piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 35

Gdy doszłam do domu nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Dom nie był taki jak dziewczyny powiedziały. To co z niego zostało wyglądało koszmarnie! Pozostałości ze ścian były całe osmolone, a na około tego było strasznie dużo popiołu. Uklęknęłam na kolana i rozpłakałam się.
-Ale jak! Dlaczego ja!
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Otworzyłam pomału oczy. Dookoła otaczał mnie mrok. Usiadłam, opierając się o ścianę. Byłam u mnie w pokoju. To znowu ten sam koszmarny sen. Spojrzałam na lewo. Obok mnie ktoś leżał. lekko dotknęłam bezwładnego ciała, by obudzić tą osobę. 
-Co się stało? - usłyszałam zaspany głos... Harolda? - znowu to samo? - spojrzał na mnie
-Harry... - spojrzałam na niego podejrzliwie - Co ty tutaj robisz?
-A co mam robić, śpię.... A raczej spałem... - spojrzał na swoją poduszę, a potem na mnie
"Cholera, co tutaj się dzieje!" pomyślałam. Położyłam głowę na poduszce i wpatrywałam się w sufit. Harry zrobiła to samo.
-Mogę o coś zapytać? - odwróciłam się do niego 
-Tak, oczywiście...
-Czy ja coś ćpałam? Czy byłam na jakiejś imprezie i się opiłam do nieprzytomności?Czy spałam z 15 godzin?
-Niee... Położyłaś się wieczorem... Ze mną... W tym łóżku... O co ci chodzi Sop?
-Już o nic... - wstałam z łóżka - Muszę coś sprawdzić
Udałam się do pokoju Rose, gdziekolwiek on był. Ten dom nie był ani moim domem, ani domem żadnej z dziewczyn, ani dom chłopaków. Nie wiem co tu się dzieje. Podeszłam do pierwszych drzwi i dotknęłam klamki. Cichym krokiem weszłam do pokoju i dobrze trafiłam, bo leżała tam moja Rose przytulona do Louis'a. Podeszłam pod łóżko i potrząsnęłam nią lekko. Szybko poderwała się i spojrzała na mnie.
-Sophie? Co ty robisz? Czemu nie śpisz? Powinnaś się wysypiać, a nie łazić po nocy...
-Co tu się działo?!? Dlaczego wy wszyscy zachowujecie się jak idioci?!? 
Rose wstała szybko i wyprowadziła mnie z pokoju. Bez słowa pociągnęła mnie na dół i posadziła na czerwonej sofie.
-Czy ty coś w ogóle pamiętasz? - przykucnęła przy mnie i spojrzała w oczy
-Tak, wszystko... Pamiętam zdradę Hazzy, nasz spalony dom, co tam jeszcze...
-Co ty pieprzysz? 
-Ale o co ci chodzi? Przecież to wszystko się stało, prawda?
-Nie Sop... Nie było tak... 
-To jak! Nie rozumiem już nic! Przecież ja to wszystko pamiętam! 
-Sophie, miałyśmy razem odmalować nasz dom... Wchodząc na drabinę poślizgnęłaś się i spadłaś. lekarze powiedzieli że masz amnezję, ale ty wszystko pamiętałaś. Chłopaków, nas... Twoich rodziców... Może to jakieś skutki uboczne po tych prochach co ci kazali używać... Nie wiem..
-Dobra... Tu jest coś nie tak, ale nie ważne... A co to za dom? To że się przeprowadziłyśmy chyba bym pamiętała?!?
-Najwyraźniej nie... 
-Ale...!
-Sop, to nie moja wina... Nie wiem co się stało... Wiem że... Wiem że nic nie wiem... To że jestem najstarsza nie oznacza że...
-Ejj, zaczekaj! - spojrzałam na nią i wstałam - Co ci się stało z włosami? 
-Tego też nie pamiętasz? Zafarbowałyśmy włosy na nasze dawne kolory, bo każdy się do nas przyczepiał... 
Nie słuchałam już jej. Pobiegłam na górę, położyłam sie do łóżka i modliłam się żeby to był tylko sen.... 


No i tak... Doczekaliśmy się tego... To już koniec mojego bloga :'(( Bo jak to się mówi co za dużo to niezdrowo... Bardzo dziękuję że w ogóle ktoś to czytał, to były bardzo fajne chwile... Mam też drugi blog, ale nie odniesie on pewnie tak wielkiego sukcesu jak ten... Przykro ;/// Ale i tak was kocham :3333

środa, 9 stycznia 2013

One Direction - Kiss You



Co myślicie o teledysku do "Kiss You"? Mi się podoba i to bardzo *________* Za niedługo dodam kolejny rozdział :)

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Siemka ^^

Chciałabym was poinformować o moim nowym blogu... Nie jest on związany z 1D, chociaż pewnie dosyć często będą tam, że tak powiem "uczęszczać" :33 Proszę oto on:
                                       http://photo-and-video-blog.blogspot.com/
Jak widać po nazwie jest to blog stworzony do tego by dodawać tam zdjęcia i klipy :P Mam nadzieję że się spodoba...

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 34

Pochylił się nade mną i złapał za rękę, a moje serce prawie wyrwało się z piersi. Nasze usta zetknęły się. Nie wiem dlaczego się nie odsunęłam, może dlatego że za nim tęskniłam? Po prostu nie wiem. Po chwili odsunęłam go od siebie.
-Wydaje mi się że... - zaczęłam, ale przerwał mi
-To niech ci się przestanie wydawać... - musnął moje usta - Kocham cię i przepraszam... Byłem idiotą... Wybaczysz mi?
-Harry... - spojrzałam mu w oczy - To chyba nie jest zbyt dobry pomysł. Nie potrafiłabym ci już zaufać, przepraszam... - musnęłam lekko jego usta, odwróciłam się i odeszłam
Zaczął padać deszcz, a ja zmierzałam gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Gdzieś, gdzie mogłabym posiedzieć sama i pomyśleć nad tym co się dzieje. Po dwóch godzinach wróciłam do domu. Rozebrałam się i poszłam do kuchni. Żadnej z dziewczyn jeszcze nie było. Zrobiłam sobie gorącą czekoladę z piankami i usiadłam na sofie. Pogrzebałam nerwowo w kieszeni w poszukiwaniu telefonu. Nie było go.
Po chwili przypomniałam sobie że Harry trzymał moją dłoń w której miałam telefon. Pewnie nie zauważyłam że mój telefon utknął w jego dłoni. Pędem wybiegłam z domu nie zamykając za sobą drzwi. Jeżeli przeczyta chociaż jedną wiadomość to dowie się całej prawdy. Dowie się że go kocham. Że nie zapomnę o nim tak szybko.

***Oczami Rose***
Siedziałam z Louis'em w jego pokoju i gadałam. Strasznie denerwowałam się o Sophie, ale próbowałam tego nie okazywać.
-Ejj... Co jest? - zapytał Lou gdy chciał mnie pocałować, ale odepchnęłam go
-Nic, tylko... - zaczęłam miąć kołdrę w rękach
-Przestać się o nią martwić... Na pewno wie co robi. Nic jej nie bę... - usłyszałam dzwonek do drzwi i pobiegłam otworzyć.
Stała w nich przemoczona Sop.
-Sophie? Co ci się stało? - zapytałam wpuszczając ją do środka
-Jest Harry? - odpowiedziała opierając się rękami o swoje kolana, musiała biec przez całą drogę
-Nie, nie ma... Jesteśmy sami z Louis'em. A po co ci on?
-Ma mój telefon...
-Ale skąd on...
-Nie pytaj... To co się stało w parku było bardzo dziwne i nie chce o tym gadać - zaczęła trząść się z zimna, lub ze zdenerwowania
-Dobra... Potem mi powiesz, a teraz chodź, weźmiemy Louis'owi jakieś ubrania i się przebierzesz... - wzięłam ją pod rękę i poszłam na górę

***Oczami Sophie***
Gdy weszłam z Rose do pokoju Lou on spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko. Odwzajemniłam uśmiech i poszłam się przebrać w ubrania, które Rose włożyła mi do rąk. Weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. Szybko wytarłam się pierwszym, lepszym ręcznikiem i ubrałam w suche ubrania. Trochę na mnie wisiały, ale to ubrania Lou, nieprawdaż?
Zeszłam na dół do kuchni. Rose rozmawiała z kimś przez telefon. Była bardzo zdenerwowana.
-Ale ja to się mogło stać?!?... Dobrze... Tak... - spojrzała na mnie - Megan poczekaj chwilkę... - odłożyła telefon na blat stołu i zwróciła się do mnie - Czy zamknęłaś drzwi wychodząc z domu?
Pokręciłam głową, a ona wzięła telefon do ręki i powiedziała:
-Meg, nie denerwuj się, po prostu przyjdźcie do domu chłopaków, a policja niech sobie z tym radzi... Nie drzyj się na mnie tylko rób co mówię! - odłożyła telefon i spojrzała na mnie
-Co się stało? - zapytałam patrząc w podłogę
-Ty się jeszcze pytasz co się stało?!? - naskoczyła na mnie - Przez ciebie i ten twój jebany telefon włamali się do naszego domu! Jak możesz być tak nieodpowiedzialna, Sophie! Nie rozumiem cię!
Spojrzałam na siedzącego Lou na kanapie. Patrzył na nas ze współczuciem.
-Zapomniałam zamknąć drzwi... Tobie często się to zdarza...
-Tak, ale nigdy nas wcześniej nie okradli! Nie rozumiesz że przez ciebie wszystko się sypie?!? To twoja wina! Wszystko robisz na opak! Co jest z tobą nie tak?!?
-Nie drzyj się na mnie! - wykrzyczałam jej prosto w twarz - Jeden raz coś mi nie wyszło, a ty od razu na mnie naskakujesz! Odkąd poznałyśmy chłopaków zrobiłaś się dla mnie szorstka!  Myślisz że ile mogę to wytrzymać?!? Nie mam nic to nich - wskazałam na sofę - Ale do ciebie! - odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z ich domu
-Sophie to nie miało tak zabrzmieć! Wracaj! - wołała za mną, ale ja pokazałam jej tylko środkowy palec i pobiegłam w stronę domu
Niedawno rodzice kupili nam ten dom żebyśmy mogły zamieszkać w nim same, ale po takim wybryku to na pewno nie będziemy tam już mieszkać. Odwróciłam się, sprawdzając czy za mną nie biegnie, ale przez moją nieuwagę wpadłam w kogoś. Były to dziewczyny.
-Sop? - spojrzała na mnie Alice - Gdzie ty idziesz?
-Jak najdalej od niej! - zakrzyczałam próbując je wyminąć
-O nie... Nie pójdziesz dalej dopóki nie dowiemy się co się stało - popatrzyła na mnie Jasmine
-zapomniałam zamknąć drzwi, okej? To moja wina! Nie chciałam czegoś takiego... Po prostu tyle się wydarzyło i...
-Ale włamywacz nie wszedł przez drzwi... - spojrzała na mnie Meg
-Jak to?
-Megan ma rację, policja mówiła że wszedł przez okno... - wtórowała jej Alice - Tylko zastanawiające jest to dlaczego nie ukradł nic z pieniędzy lub jakiegoś sprzętu RTV, tylko nasze albumy ze zdjęciami...
-Właśnie... Dziwne co nie? - Jasmine - Ale nie ważne. Wiem jedno: jest mi zimno i jak najszybciej chce być w domu u chłopaków... Idziemy? - spojrzały na mnie
-Wy idźcie... Ja mam coś do załatwienia... - minęłam je i skierowałam się w stronę domu

No dobra... Nie wiem co mnie naszło na włamanie, ale musiałam coś zrobić żeby już teraz się to nie skończyło... Czemu nie komentujecie? Wiem, cały czas suszę wam o nie głowę, ale nie wiem czy pisać do końca czy nie :P Podoba się?

środa, 2 stycznia 2013

Rozdział 33

***Oczami Sophie***
Lou zaprosił Rose do siebie. Nie chciałam iść z nią, ale uparła się.
-No chodź... Będzie fajnie... - upierała się, ciągnąc mnie za rękę
-Nie będę wam przeszkadzać... Zostanę w domu... Zobaczymy się jak wrócisz... - wyrwałam się z jej uścisków i zaczęłam latać po kanałach
-Nie zostawię cię samej... - usiadła obok
-Ale ja potrafię sama o siebie zadbać... Na prawdę, jestem już duża - uśmiechnęłam się do niej od niechcenia
-No chodź... Przecież to tylko film... Będzie beka, ja dawniej... - podała mi moją kurtkę
-Dawniej było zupełnie inaczej... - wyrwałam jej kurtkę i wyszłam z domu
Gdy dochodziłyśmy do ich domu przystanęłam. Nie chciałam ponownie przez to przechodzić. Powiedziałam sobie że nie będę już uległa i że o nim zapomnę, ale on był taki... Był taki że nie dało się o nim tak szybo zapomnieć.
-Nie przejmuj się nim Sop... Idziesz ze mną odwiedzić Louis'a i nie musisz z nim rozmawiać... - wzięła mnie pod rękę i lekko pociągnęła do przodu
-Tak wiem, ale... - spojrzałam jej w oczy - To nie jest takie łatwe jakby się zdawało...
-Wiem... chodź - uśmiechnęła się i poszłyśmy dalej

***Oczami Harry'ego***
Leżałem na łóżku i rozmyślałem, kiedy nagle zadzwonił dzwonek. To pewnie Rose przyszła do Louis'a. Odkąd są razem stali się nie do zniesienia. Cały czas tylko spotykali się ze sobą i tulili. Wiem, to dziwne, ale teraz, gdy nie mam już dziewczyny takie rzeczy przyprawiają mnie o mdłości.
-Hahah... Dobre - usłyszałem z dołu Louis'a- Zaraz wrócę... - usłyszałem kroki na schodach, a po chwili w moim pokoju był już Lou
-Czego chcesz? - zapytałem siadając na łóżku
-Nie pójdziesz przywitać się z naszymi gośćmi? - zapytał i stanął przede mną
-Coś się do tego nie palę... I pewnie nie będę schodził już dzisiaj na dół...
-Dobra, jak chcesz... - podszedł pod drzwi - Tylko że Sop przyszła... - wyszedł, a ja poderwałem się na równe nogi
-Lou, czekaj! - zawołałem i zamaszystym ruchem otwarłam drzwi, stał przed nimi
-Tak? - zapytał z uśmiechem
-Nie żartujesz?
-Nie... Ale jak powiedziałeś dzisiaj już nie będziesz schodził na dół, więc... - zamknął mi drzwi przed nosem i zszedł na dół
Oparłem się o nie. Kocham Louis'a jak brata, ale czasami jest gorszy niż 4-letnie dziecko. Z powrotem usiadłem na łóżku.
-No to Harry... - mówiłem do siebie - Idziemy... - wstałem i wyszedłem z pokoju
Chwiejnym krokiem podszedłem pod schody, przed nimi stała Sophie z Niall'em. Rozmawiali. Próbowałem cicho schodzić, ale nie wyszło mi to, ponieważ poślizgnąłem się na jednym ze stopni i wylądowałem właśnie na Sop.
-Złaź ze mnie... - odepchnęła mnie i szybko wstała - Łamaga... - powiedziała i weszła do salonu
-Niezłe wejście... - zaśmiał się Niall, a ja walnąłem go w rękę

***Oczami Rose***
Robiłam właśnie popcorn z Louis'em gdy usłyszałam straszny huk, a potem tylko krzyk Sophie. Harry zbytnio się nie popisał spadając ze schodów prosto na nią. Teraz Sophie siedzi na sofie, a na twarzy ma wyryty gniew.
-Nie wkurzaj się na niego... On na pewno nie chciał... - pocieszałam ją - Uśmiechnij się... - szturchnęłam ją lekko, ale odsunęła się ode mnie
-Nie potrzebuję współczucia... Idę do domu - wstała i udała się do wyjścia
-Ejj... Ale przed chwilą przyszłaś...
-Gówno mnie to obchodzi! Chce wrócić do domu, położyć się do łóżka i spać... Mogłam tu w ogóle nie przychodzić... - obróciła się na pięcie i wyszła
-Sophie! Zaczekaj, proszę! - wołałam za nią, lecz ona nie odwróciła się nawet

***Oczami Sophie***
Wybiegłam z domu od Lou i udałam się do parku. Było już ciemno, ale mnie nie chciało się coś wracać do domu. Założyłam słuchawki na uszy i szłam w rytm melodii. Po 30 minutach byłam an miejscu. Ściągnęłam słuchawki z uszu i usiadłam na pierwszej lepszej ławce. Niedaleko mnie siedziała całująca się para.
-Fuj... - powiedziałam do siebie i spojrzałam w ziemię
Zaczęłam przypominać sobie jak to było gdy chodziłam z Harry'm. Nie poczułam gdy zaczęłam płakać. Znaczy się... To nie był płacz. Po prostu łzy ściekały mi po policzkach samoczynnie. Nawet nie zauważyłam że ktoś się do mnie dosiadł. Nie patrzyłam na niego. Wiedziałam że to on, bo popatrzyłam tylko na buty. Po chwili milczenia odezwał się:
-Przepraszam... - spojrzałam na niego i dopiero teraz zobaczyłam że to Harry
-Po co tu przyszedłeś? - z powrotem zwróciłam głowę ku ziemi, łzy ściekały coraz bardziej
-Chciałem ochłonąć od tej całej napiętej sytuacji... A gdy zobaczyłem ciebie... Nie wiem po co w ogóle podszedłem... Jeszcze raz przepraszam... Za wszystko... Zachowałem się jak dupek... - wstał
-Tak... - spojrzałam na niego, a on odwrócił się w moją stronę - Masz rację... Zachowałeś się jak dupek... Nie zaprzeczam... Ale powiem jedno... - także wstałam - Jesteś dobrym dupkiem... - to co powiedziałam strasznie głupio zabrzmiało, ale to prawda
-Nie rozumiem teraz... - przybliżył się do mnie niepokojąco blisko
-Tylko takie dupki jak ty potrafią przeprosić dziewczynę... - uśmiechnęłam się lekko i przetarłam mokre policzki rękami - Ale nie rozumiem jednego... Dlaczego to zrobiłeś?
-Sam już nie wiem... No bo... Tyle chłopaków oglądało się za tobą gdy wychodziliśmy gdzieś razem... Gwizdali na ciebie gdy tylko zostawiłem cię na chwilę samą... Może po prostu zżarła mnie zazdrość i musiałem odreagować...
-Fajnie odreagowujesz takie sytuacje... - odsunęłam się od niego o krok - Dlaczego nie powiedziałeś mi że jesteś zazdrosny o jakiś idiotów?
-Nie zrozumiesz mojej dedukcji... - znów się do mnie przybliżył - Ja sam jej nie rozumiem...

No dobra... Powiem tak... Kolejny rozdział będzie za niedługo i przepraszam że tak nagle skończyłam, ale strasznie się rozpisałam i nie byłoby kolejnej części... Odwiedzajcie mój NOWY BLOG!: dream-and-love-1d.blogspot.com i komentujcie <333 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Powiadomionko... ;p

Dzisiaj wyjeżdżam w góry, więc aż do Nowego Roku nie będzie mnie zapewne na kompie ;/ Więc chciałabym wam życzyć wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku od razu... Żebyście się za bardzo nie opili w sylwka i czego jeszcze tam chcecie :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Rozdział 32

Nie wiedziałem że to tak się skończy. Byłem głupi, wiem... Ale chciałbym żebyś dała mi jeszcze jedną szansę... Wiem, dałaś mi już kiedyś, ale to był tylko taki... Zresztą nieważne... Chciałbym tylko wiedzieć czy mam jeszcze u ciebie szansę... Jeżeli tak, to mi powiedz, a jeżeli nie... Postaram się zapomnieć...
-I co ja mam zrobić Rose? - spojrzałam na nią
-Nie wiem Sop... Na prawdę, nie wiem... - powiedziała i przytuliła mnie

***Oczami Harry'ego***
Nie wiedziałem że ona tak zareaguję. No cóż, ale nie dziwię się jej. Gdy doszedłem do domu zaczęło się.
-Harry jak mogłeś jej to zrobić!?! - powiedział Louis sadzając mnie na kanapie
-czy ty na prawdę w to wierzysz że ja mógłbym ją wtedy zdradzić? - spojrzał na mnie z niedowierzaniem - Skądże! Nigdy nie zrobiłbym jej czegoś takiego! Musisz mi uwierzyć Lou...
-Nic nie muszę... Ale wiesz, powiem ci tylko jedno... na jej miejscu zerwałbym z tobą natychmiast! - powiedział i wstał
-Ale nie jesteś na jej miejscu, więc się nie odzywaj! - też wstałem
-Jestem jej przyjacielem i nie pozwolę na to by ktoś jej tak robił...
-Tylko dlatego że chodzisz z Rose! Spójrzmy prawdzie w oczy, gdybyś z nią nie był to Sophie by cię nie obchodziła... Powiedz prawdę, Rose kazała ci się mnie zapytać czy na prawdę ją zdradziłem... Powiedz to!
-... No dobra, kazała mi i co? Ale też mnie to obchodzi... - spojrzał w podłogę
- Jasne... Nie wciskaj mi kitu Louis... Znam cię i wiem że ona by cię nie obchodziła, więc...
-Okej... Skończmy to... Chce wiedzieć tylko jedno... Czy ją zdradziłeś... Wtedy na imprezie całowałeś jakąś dziewczynę... Czy to była ta dziewczyna? Przecież wiedziałeś że ona nie przyjdzie... Więc? Po co się całowałeś?
No i wszystko mu powiedziałem. Nie chciałem, ale powiedziałem... Mam nadzieję że jak sop się o tym dowie to mi wybaczy... I uwierzy...

Czy tu jesteście? Czemu nie komentujecie? Jest mi smutno ;( czy mam to jeszcze pisać...? jak teraz nie będzie komentarzy to zawieszam bloga... ;/ jak to się mówi: Nie chcem, ale muszem... 

piątek, 14 grudnia 2012

Rozdział 31

***Oczami Sophie***
Oglądałam z Rose telewizję gdy zadzwonił dzwonek.
-Kto normalny przychodzi o 21? - powiedziałam i wstałam by otworzyć drzwi, Rose poszła za mną
Spojrzałam w "judasza" i zobaczyłam tego czego nigdy więcej nie chciałam widzieć. Harry stał pod moimi drzwiami i czekał aż mu otworze!
-Rose... - spojrzałam na nią - Czy możesz ty otworzyć i powiedzieć że nie chce go widzieć?
-Oczywiście... - pociągnęła za klamkę i stanęła twarzą w twarz z Harry'm
Rose poszła z nim za drzwi, a ja udałam się do salonu. Nie obchodziło mnie co chce ode mnie. Wiem tylko że nie chce go znać.
Po jakiś 5 minutach Rose weszła do salonu. Sama.
-Sop czy możesz wyjść na chwilę za drzwi?
-Rose, a co dopiero mi mówiłaś? - wstałam z sofy i podeszłam do niej
-Wiem co mówiłam, ale zmieniam zdanie i masz tam do niego wyjść i porozmawiać!
Wkurzona podeszłam do drzwi. Odetchnęłam i otworzyłam drzwi.
-Czego ty tu chcesz? Nie powinieneś być teraz ze swoją dziewczyną?
-Sophie, wysłuchaj mnie...
-No przecież słucham, tak? - złożyłam ręce na piersi i patrzyłam na niego
-To nie jest tak jak myślisz, na prawdę...
-Ale ty nie wiesz co ja myślę! Nie wiesz, rozumiesz? Myślisz tylko o sobie, a za mną się nie liczysz! Mogłeś po prostu powiedzieć mi że nie chcesz ze mną być, a nie zdradzać mnie z jakąś ździrą...
-Ale ja cię nie zdradziłem!
-To co to miało być? Twoja "kuzynka" mówi do ciebie takie rzeczy? No to masz patologiczną rodzinę chyba...
-Sop to nie tak... To jest moja koleżanka...
-To jednak koleżanka?!? Może od razu mi powiesz że ci na mnie nie zależy i że ze mną zrywasz, a nie owijać tak w bawełnę...
-No dobra... Sprawdzałem cię...
-Co?
-Sprawdzałem czy mnie kochasz czy tylko się ze mną bawisz... Ta dziewczyna to moja koleżanka z dawnej szkoły i pomogła mi w tym... Mnie na prawdę z ni nic nie łączy... Serio... - pogładził mnie po barku, ale odepchnęłam go
Ze zdenerwowania zaczęłam się trząść.
-Ty mnie będziesz sprawdzać?!? Jak mogłeś! To ja mogłabym cię sprawdzić, ale że tym mnie?!? Po prostu... Nienawidzę cię, rozumiesz? Idź teraz do tej swojej koleżanki i niech cię pocieszy... Ja po prostu mam tego dość, za daleko do tego doszło... Zapomnij... - podeszłam do drzwi i uchyliłam je
-Sophie... - spojrzał, a ja odwróciłam się do niego pełna gniewu - Ale powiedz mi że zastanowisz się nad tym wszystkim co ci powiedziałem, ok?
-Nie wiem Harry... Idź do domu...
Weszłam do domu i zostawiłam go na schodach. Spojrzałam przez okno, co chwilę odwracając się odchodził. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam leżącą różę i jakąś kopertę na wycieraczce. Wzięłam je do domu i zaczęłam czytać...

A co myślicie o Taylor i naszym Harry'm?
Ja osobiście uważam że do siebie nie pasują...
I don't like it ;/

Rozdział 30

***Oczami Rose***
Podeszłam pod dom Sophie. We wszystkich pokojach było ciemno. Nawet nie zadzwoniłam tylko weszłam do domu i udałam się do jedynego pomieszczenia w którym świeciło się światło, w łazience. Zauważyłam siedzącą Sop trzymającą w ręku coś srebrnego. Podeszłam bliżej i już wiedziałam co to jest... Żyletka.
-Sop... - powiedziałam po cichu - Już wszystko wiesz? - klęknęłam przed nią
-Tak... - odpowiedziała grobowym głosem, patrzyłam się przed siebie
-Nie marnuj sobie życia przez takiego dupka... On nie jest wart twojej śmierci... - dotknęłam jej ręki, ale ona odsunęła ją
-Ty nic nie wiesz Rose... On był dla mnie kimś ważniejszym niż tylko chłopakiem. Ja na prawdę go kochałam, a on zrobił mi takie coś! - teraz spojrzała na mnie.
Jej oczy błyszczały się od łez. Szybkim ruchem przyciągnęłam ją do siebie, nie stawiała oporu.
-A może to tylko żart? Może to jego głupi kawał, ponieważ mu się nudziło... Sop nie wiem jak go z tego wytłumaczyć, ale wiem jedno... - odsunęłam ją na długość ramion - Nie warto niszczyć sobie życia przez kogoś takiego - zabrałam jej żyletkę, a ona patrzyła na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami i uśmiechała się
-Wiesz co? Masz rację... - wstała pomału - Ale ja tak tego nie zostawię, będę go prześladować dopóki nie powie mi całej prawdy... - udała się do drzwi
-Jakiej prawdy? - poszłam za nią
-Od kiedy mnie zdradza... Chce wiedzieć na czym stoję... - wyszłam, a ja cicho zaklęłam pod nosem i poszłam za nią

***Oczami Harry'ego***
-To było dobre... Nie wiedziałem co ona zrobi... Ale teraz mam pewność że ona mnie na prawdę kocha... - mówiłem do Vicky
Jest o ona moją koleżanką z dawnej szkoły. Zapytałem czy mogłaby poudawać przez chwilę moją dziewczynę, chciałem sprawdzić co Sophie do mnie czuje.
-Tak... To fajnie... A teraz mogę już iść? - Vicky dopiła kawę i wstała od stolika - Umówiłam się z Cody'm, to super-ekstra-mega ciacho z mojej nowej szkoły... Uwiel...
-Dobra, możesz... Ja też miałem już iść... Muszę wyjaśnić Sop że to tylko żart... Jakby mi nie uwierzyla to jeszcze zadzwonię i to potwierdzisz,ok?
-Tak ,jasne... Tylko nie dzisiaj - machnęłam ręką i odeszła
Zapłaciłem za nasze kawy i udałem się pod dom Sophie. Mam nadzieję że uwierzy mi że to tylko taki sprawdzian.


Dobra, nie wiedziałam co wymyślić, nie miejcie mi tego za złe... Komentujcie, proszę :P Jestem taka szczęśliwa, że w ogóle ktoś to czyta, chyba... Podoba się? 

piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 29

***Oczami Sophie***
Rano obudziła mnie mama. Miałyśmy się razem wybrać na zakupy do centrum handlowego po różne rzeczy do domu. Było dosyć fajnie. Dużo się śmiałyśmy, gadałyśmy i te inne sprawy, ale do czasu. Zauważyłam na wystawie bardzo fajne buty i zapytałam czy mogłybyśmy wejść do środka. Wiedziałam że się zgodzi, bo uwielbiała chodzić po sklepach z butami. Weszłam w trzeci rząd i znalazłam buty. Ubrałam jednego i wstałam, chcąc zobaczyć się w lustrze.
-Ślicznie wyglądasz córeczko... - mama stanęła za mną - Te buty do ciebie pasują - uśmiechnęła się szeroko
-Tak wiem, ale ja nie za bardzo lubię chodzić w butach na obcasach... - spojrzałam na mamę, a potem na buty - Ale chyba zmienię zdanie, bo one są ba...
-Sophie czy to nie Harry? - mama wskazała na czerwone siedzenie na którym siedział Hazza wpatrując się w jakąś dziewczynę z uśmiechem
-Yyy.. .Zaraz wracam mamo, ok? A ty przez ten czas możesz zapłacić... - wręczyłam jej pudełko z butami i poszłam w stronę Harry'ego - Hej... - zagadałam do niego - Co ty tutaj robisz?
-Sophie? Przecież ty jesteś chora! - zawołał i szybko wstał
-Nie... Znaczy byłam, wczoraj... Ale dzisiaj już nie... Jak widzisz... Z kim tu jesteś? - zapytałam i podeszłam bliżej niego, odsunął się
-Z... Kuzynką - spojrzał na mnie niepewnie
-Aham... Fajnie - uśmiechnęłam się udawanym uśmiechem - Może mnie z nią poznasz?
-To nie jest dobry pomysł...
-Dlaczego?
-Bo nie jest zbyt miła dla moich... dobrych koleżanek... - odwrócił wzrok
Mój uśmiech zszedł mi z twarzy. Spoko,przecież jest wszystko okej, co nie? To jego kuzynka, z którą nie chce mnie poznać... Ale powiedział dlaczego, chyba ;/
-Skarbie jak wyglądam w tych butach? - blondynka o brązowych oczach podeszła do nas - A tak w ogóle to za kogo się uważasz że podchodzisz do mojego chłopaka, co?
-Chłopaka... -do oczu napłynęły mi łzy, ale wytarłam je i uśmiechnęłam się lekko - Wiesz co, przepraszam... Przepraszam że do niego podeszłam... - spojrzałam na niego - Po prostu nie mogłam się powstrzymać widząc tak wielką gwiazdę... Bawcie się dobrze... - odwróciłam się na pięcie i wyszłam ze sklepu, ale w środku mnie buzowało
Znalazłam mamę i powiedziałam jej żeby skończyła zakupy sama, a ja wrócę do domu na nogach. Wychodząc ze sklepu zauważyłam Harry'ego i... tą blondynę. Nie spojrzałam w tamtą stronę, bo wiedziałam że się rozpłaczę. Gdy dotarłam do domu łzy pociekły samoczynnie. Od razu pobiegłam na górę, ale poślizgnęłam się na schodach i spadłam z powrotem na sam dół.
-Cholera! Dlaczego ja! Czemu ja mam takie cholerne nieszczęście w miłości! - siedziałam pod schodami i krzyczałam ze złości, z oczu leciało coraz więcej łez
Poszłam do łazienki i spojrzałam na umywalkę. Leżała tam żyletka.Nie wiedziałam co chce zrobić... Aż do tamtego czasu...

Dobra... Nie wiem co mnie tak naszło na nagłe zabijanie każdego... Nie miejcie mi tego za złe, takie dni ;/ A tak wgl to chcecie żebym coś zmieniła? Może macie typy co do C.D.? Jak tak to pisać, na pewno wezmę wszystko pod uwagę =D

wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział 28

*Miesiąc później*
-Sophie, uspokój się... Już, cicho...- mama uspokajała mnie
-A...ale...
-Nie przejmuj się czymś takim, na prawdę... Nie ma o co płakać, to w końcu przejdzie... W końcu on jest gwiazdą, a ty... No cóż, zwykłą dziewczyną... - zadzwonił dzwonek - Proszę!  
Usłyszałam dziewczyny i szybkim ruchem wytarłam oczy. Dziewczyny o niczym nie wiedziały. Nie wiedziały że po tym jak prasa dowiedziała się o mnie i Harry'm wszystkie dziewczyny mnie znienawidziły. No dobra, olewałam to, ale ile można wysłuchiwać że ja nie powinnam z nim być, ponieważ jestem dziwaczką. 
A poza tym... Przez ten miesiąc wiele się zmieniło. Tata zdradził mamę i wyprowadziłyśmy się od niego. Mieszkamy w ekskluzywnym mieszkaniu, blisko chłopaków i na prawdę jest o wiele lepiej, ale ja nigdy nie myślałam o tym że rozbiję mi się rodzina. Ale to nie o to tutaj chodzi...
-Hej Sop... - To co, idziemy do chłopaków czy nie? - Rose oplotła mnie ręką i spojrzała w oczy, odwróciłam wzrok
-Ojej, to dzisiaj? Kompletnie o tym zapomniałam... - chłopcy robią imprezę i my oczywiście mamy na niej być, ale mi to totalnie wypadło z głowy - Chyba nie idę...
-Ale jak to?!? - Megan uklękła przede mną - Przecież musisz iść! 
Pokiwałam znacząco głową.
-Będzie tam wiele dziewczyn... Gdy ciebie nie będzie, będą podrywały Harry'ego... - Meg spojrzała na mnie 
-Dziewczyny na prawdę... Widzicie jak ja wyglądam? - podniosłam ręce w górę - Cały dzień siedziałam w piżamie, opychałam się słodyczami i oglądałam telewizję... A poza tym nie jestem przygotowana... Proszę, idźcie beze mnie, a chłopakom powiedzcie że jestem chora, albo coś... Na pewno nie będą mieć mi tego za złe, a nawet gdyby tak było to szybko im przejdzie
-... No dobra... 
-Ale to ostatni raz! - Alice pogroziła mi palcem
-No dobrze... A nie może być przed? - uśmiechnęłam si do nich
-Nie! - powiedziały chórem, uściskały mnie na pożegnanie i wyszły, a ja czym prędzej poszłam położyć się do swojego pokoju

***Oczami Rose***
Przyszłyśmy do Sophie żeby zabrać ją do chłopaków na bibę, a ona mówi że nie idzie. No jak tak można, ja się pytam! Teraz idziemy już 10 minut i za chwile tam będziemy... Trzeba tylko wymyślić jeszcze co powiemy chłopakom jak o nią zapytają... ;/
-A może że jest w szpitalu? - Alice przeskoczyła przez kałużę, jak na początek wiosny jest bardzo mokro i brzydko
-Wypluj to idiotko! - Megan uderzyła ją w tył głowy - Nie życz nikomu co tobie niemiłe! 
-No dobra, ale nie musiałaś mnie bić żeby to powiedzieć! - Al oddała Megan, a ta wkurzyła się na maxa
-Dobra, dość! - uspokoiłam je - Po prostu powiemy im że jest chora i leży w łóżku... A poza tym to niedawno jej rodzice rozwiedli się i może nie mieć ochoty za zabawę... 
Potem nie mówiłyśmy już nic do siebie. Aż do przyjścia do chłopaków. Grzecznie zadzwoniłam i czekałam aż drzwi się otworzą-no cóż, mogłyśmy sobie otwierać drzwi same, ale coś mnie pokusiło
-No cześć! - zawołał Lou do dziewczyn i pocałował mnie w policzek - Aa... Czy nie jest was za mało? - spojrzał po nas
-Tak, Sop źle się czuła i nie mogła przyjść... - skłamałam
-To jest chora czy nie mogła przyjść? - Zayn wszedł mi w słowo
-I to i to! - powiedziała Jas i weszła do środka
Usiadłam na ogromnej sofie i gadałam z Alice. Reszta dziewczyn gdzieś się rozproszyła, a nam się nudziło, więc gadałyśmy o byle czym. Po jakiś 20 minutach zaczęłam się nudzić i poszłam po jakieś picie. Nalewając sobie sok pomarańczowy zauważyłam Hazzę i chciałam do niego podejść, ale zobaczyłam że on... Całuje się z jakąś dziewczyną. Przez nieuwagę stłukłam szklankę, ale nikt nawet na mnie nie spojrzał. Szybkim ruchem wyciągnęłam telefon i nagrałam go. Przecież Sophie musiała się o tym dowiedzieć! Ale jeszcze nie teraz, to nie czas na takie rzeczy. 
Szybkim krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je. 
-A ty gdzie idziesz? - Louis złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie
-Nie czas na żarty! - odepchnęłam go
-Ejj... Co się stało?
-Nic... Nie ważne...
-Owszem... Ważne... Rose, proszę, powiedz mi o co chodzi - uśmiechnął się do mnie i usiadł na schodach
No i powiedziałam mu. Nie wierzył mi, ale pokazałam mu filmik. Razem ustaliliśmy że powiemy o tym Sop jak najszybciej... Przecież Harry nie może sobie mieć-ot tak!-kogoś na boku. 

No kurde... Co jest z wami? Czy ja źle piszę, albo coś? No proszę was! A tak wgl to jak się podoba? Wiem, teraz to Hazza jest najgorszy, ale to nie moja wina... To przez wenę twórczą :P

czwartek, 15 listopada 2012

Rozdział 27

-Puść ją, bo będzie po tobie... A ty Sophie, podejdź tu do mnie i powiedz temu frajerowi że nie jest wart niczego i nikogo!- facet wycelował w nas
-Nie rozkazuj jej... - powiedział Harry trzymając mnie za rękę
-Sam chciałeś gówniarzu... - po tych słowach usłyszałam strzał, po chwili Harry leżał już na ziemi w kałuży krwi...
********************************************************************************
Obudziłam się zlana potem. Wzięłam zegarek do ręki, 2:47. To był sen... To był tylko cholerny sen! Spojrzałam obok siebie, Harry spał wtulony w kołdrę. Położyłam się koło niego i wpatrywałam się w sufit.
-Teraz na pewno nie usnę... - powiedziałam do siebie i wstałam z łóżka
Zeszłam do kuchni. Wzięłam szklankę i nalałam sobie do niej wody z kranu. Na półce znalazłam jakiś lek przeciwbólowy i zażyłam go. Myślałam że głowa zaraz mi eksploduje. Podeszłam do drzwi wejściowych i sprawdziłam czy są zamknięte, nie były. Cofnęłam się o krok i wpadłam w lampę. Krzyknęłam. Wystraszyłam się i pobiegłam do góry, patrząc cały czas do tyłu czy ktoś za mną nie idzie. Wpadłam do pokoju jak burza i obudziłam Harry'ego.
-Harry... Czy zamykaliście drzwi gdy szliście na górę? - zapytałam drżącym głosem
-Tak, sam je zamykałem. Ale o co chodzi? Coś się stało? - zapytał przecierając oczy
-Bo właśnie... Te drzwi są otwarte... - spojrzałam na niego zdenerwowanym wzrokiem
-To może któryś z chłopaków wyszedł na dwór i zapomniał zamknąć drzwi... Nie wiem... Ale tutaj nic ci się nie stanie - przytulił mnie do siebie
-Harry, ale ja się boję... - powiedziałam, łzy zaczęły mi kapać samoczynnie
-Ejj, ejj... - spojrzał mi w oczy - Nie płacz...
-Ale to mnie już przerasta, rozumiesz? Nie wytrzymuje nerwowo... Może to dla was błahostka, ale ja cały czas go widzę... On mi się nawet zaczął śnić i przypomniało mi się dzieciństwo...
-A co się sta... - nie skończył, bo usłyszeliśmy z pokoju na przeciwko straszny krzyk, krzyk Rose
Szybko wypadłam z łóżka i pobiegłam tam. Zobaczyłam Louis'a, który stał w samych bokserkach pod ścianą i Rose, która była cała we krwi.
-Coś ty jej zrobił?!? - spojrzałam na Lou z pod oka
-Nic... Na prawdę... Było wszystko w porządku, ale potem zaczęła wrzeszczeć, ja jej na prawdę nic nie zrobiłem... Nic jej nie jest? - spytał i podszedł do mnie
-Co ja jestem lekarz idioto!?! Skąd mam wiedzieć! - podeszłam do niej i przytuliłam ją - Już, spokojnie... Zaraz pojedziemy do szpitala, wszystko będzie dobrze... - zaczęłam mówić cichym, stłumionym głosem
Nawet się nie obejrzałam, a wszyscy byli w tym jednym pokoju i patrzyli co się dzieje.
-Nie patrzcie tak, noo! Trzeba ją zawieźć do szpitala!
Po 20 minutach byliśmy w szpitalu, ja, Harry, Louis i Rose. Reszta została w domu. Pielęgniarka wzięła ją na  blok operacyjny, a nam kazała czekać na korytarzu. Po godzinie pani pozwoliła mi do niej wejść, Rose płakała. Wiedziałam co się stało, tylko na nią spojrzałam.
-On umarł... Nie żyje... On nie żyje! - krzyknęła i rozbeczała się na dobre
-Wiem, wiem... Ciiiicho, proszę. Uspokój się, wszystko będzie dobrze... - mówiłam jej, ale wiedziałam że dobrze na pewno nie będzie
Przez 10 minut siedziałam z nią przytulona i nie powiem, też mi się zachciało płakać. Potem Rose usnęła, a ja wyszłam z sali.
-I co się stało? - chłopcy doskoczyli do mnie
-Nic... - powstrzymywałam łzy - Ona... Poroniła... Louis przepraszam... - spojrzałam na niego, ale on zjechał po ścianie i schował głowę w dłoniach
Nad ranem wróciliśmy do domu. Znaczy się, ja i Harry. Louis powiedział że przy niej zostanie, a jak będzie można ją wypisać to zadzwoni. Gdy reszta dowiedziała się o tym... No cóż, przyjęli to... Z dezaprobatą :/

Nie wiem... Podoba się czy mam coś pozmieniać? :) Komentarze, komentarze i jeszcze raz komentarze czy to lubicie *.*

poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział 26

Rano obudziłam się sama w łóżku. Hazzy nie było. Spojrzałam przez okno. Świeciło słońce, było bardzo ładnie. Zaszłam na dół, tam też nikogo nie zastałam. Zrobiłam sobie tosty, nalałam soku pomarańczowego i wyszłam przed dom. Usiadłam na huśtawce i rozmyślałam gdzie wszystkich wywiało.
-Smacznego - powiedział ktoś za moimi plecami
Zlękłam się i aż upuściłam talerz na trawę, rozbił się. Odwróciłam pomału głowę i zobaczyłam faceta ubranego w czarne dżinsy i koszulę. To był ten facet, który przywiązał mnie do krzesła. Wstałam, ale nie trwało to długo, ponieważ przewróciłam się na klombie, porośniętym trawą i różnymi chwastami-no cóż, to dopiero początek wiosny, więc nie ma się co dziwić że nie ma tam kwiatów. Wszedł przez bramkę i podszedł do mnie.
-Widzę że ostatnim razem się wycwaniłaś i mi uciekłaś... Ale nie martw się, przez chwilę cię obserwowałem i wiem gdzie, co i kiedy, chciałabyś robić
-Nic o mnie nie wiesz! - zakrzyczałam
Próbowałam się ponieść, ale czułam się jakbym ważyła ze 400 kilogramów i nie mogła ruszyć dupy z miejsca.
-Wiem więcej niż ci się wydaje, mała... - podniósł mnie za koszulkę i przystawił blisko siebie - A teraz zrobimy tak... Wejdziesz ze mną do domu i poczekamy razem na twoich przyjaciół. Gdy przyjdą oświadczysz im że idziesz ze mną... Wymyślisz coś... Na przykład, że jesteś we mnie na zabój zakochana, ale nie mogłaś im o tym powiedzieć, albo coś w tym rodzaju, zrozumiałaś?
Pokiwałam lekko głową. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. "Wiedziałam że tak będzie, że coś mi się stanie..." myślałam sobie. "Idiotko dlaczego nie posłuchałaś przyjaciół i nie poszłaś na policję!?! Jesteś debilką!".
Mężczyzna pchnął mnie ku drzwiom.
-No już... Chyba nie będziemy tu marznąć i wejdziemy do domu, co?
Lekko otwarłam drzwi. Kazał mi usiąść przy stole, sam usiadł z drugiej strony. Wyciągnął się przed siebie i wpatrywał się we mnie bez opamiętania.
-Wiesz co? Nie wiedziałem że to kiedyś komuś powiem, ale podobasz mi się... - zaczął się śmiać - Jak na gówniarę to niezła z ciebie laska...
-Czego ty ode mnie chcesz? Pieniędzy? Moi rodzice zapłacą ci każdą cenę, tylko proszę nie rób mi krzywdy... - mówiłam przez łzy
-A czy koś powiedział że ci zrobię krzywdę? Nie... Ja po prostu chce się fajnie bawić - uśmiechnął się szyderczo - Gdzie masz tu kibelek? Coś mnie ciśnie
-Tamte drzwi... - pokazałam mu palcem z myślą że jak tylko tam wejdzie, ucieknę
-Dziękuję... Ale ty możesz mi zwiać, nieprawdaż? - wyciągnął kajdanki z kieszeni - Choć ze mną... - pociągnął mnie i po chwili byłam przypięta do drążka w kuchni - Nie ruszaj się skarbie... - musnął moje usta swoimi, a ja nie zastanawiając się ani chwili oplułam go - Nie wypada tak mojej damie...- dał mi w twarz i wycofał się do łazienki
Policzek pulsował mi z bólu, ale nie mogłam tak stać bezczynnie. Niedaleko mnie leżał telefon. Spojrzałam na drzwi... Jeszcze tam siedział. Szybkim ruchem wyciągnęłam dłoń po telefon, ale zabrakło mi kilku centymetrów, by go dostać. W tym samym czasie usłyszałam podjeżdżający pod dom samochód i śmiech Niall'a. Wrócili! Oni wrócili! Pomogą mi, a jego odstawią na policję!
Ktoś złapał mnie od tyłu, a moją rękę która wciąż była wyłożona na blacie w celu dostania się do telefonu została szybkim ruchem z powrotem przywrócona do "dawnej" pozycji. Facet odpiął mnie i posadził na krześle.
-To teraz tylko czekamy aż wejdą do domku - uśmiechnął się i zajął swoje miejsce
Usłyszałam że ktoś wkłada klucz do drzwi, jednak one były otwarte. Chyba się rozbierali, bo słychać było ich przytłumione głosy.
-Ale Sophie będzie mieć radochę jak to zobaczy - Louis powiedział i wszedł do salonu
Zobaczył najpierw mnie całą zapłakaną, a gdy zrobił trzy kroki do przodu zobaczył tego palanta.
-O kurwa... - wyrwało mu się
-Lou, co się sta... - Megan stanęła koło Louis'a i przyglądała się mi
Po chwili reszta też to zobaczyła. Harry'ego z nimi nie było. Wstałam i zaczęłam iść w ich stronę, ale mężczyzna złapał mnie i przyłożył coś do głowy. To był pistolet.
-Cześć - powiedział i spojrzał po wszystkich - Mam na imię Nicolas i jeżeli będziecie posłuszni to ani wam, ani koleżance nie stanie się krzywda
-Puść ją! - Rose zakrzyczała - Co ona ci takiego zrobiła!?!
-Skradła moje serce... Jestem w niej do szaleństwa zakochany... Jak widać chyba - pocałował mnie w policzek, a ja odsunęłam od niego głowę - No dobrze, wolisz to robić bez widowni
Liam zaczął wystukiwać coś w telefonie, ale "Nicolas"-kuźwa co to ma być?!?-podszedł do niego i przystawił mu pistolet do czoła. Wziął mu telefon i przeczytał na głos.
-Harry dzwoń na policję i przychodź tu szybko, bo jest tu f... Co dalej chciałeś napisać, co?
Liam się nie odezwał.
-Pytam się co chciałeś napisać!
-Bo... bo jest tu facet i... celuje w Sophie - wyjąkał
-Ojj, nie ładnie tak z twojej strony... A czemu właśnie do niego? To jest jej - pokazał na mnie - chłopak czy coś?
-Niee... Nie wiem...
W tym czasie do domu wszedł Harry i krzyknął od progu, śmiejąc się "Coś jest na śniadanie?". Wykorzystałam moment i wybiegłam z kuchni. Podbiegłam do Hazzy i przytuliłam się do niego.
-Sophie, co jest? - spojrzał mi w oczy
-On tu jest... Przyszedł po mnie...
-Kto taki?
-Jak myślisz kochasiu?!? - facet stanął w progu z pistoletem wycelowanym na nas - O kogo jej może chodzić?

Dobra, wiem... Trochę denne.... Nie wiedziałam co wymyślić :P Kolejny rozdział dodam za niedługo, ale nie wiem jeszcze kiedy... Komentujcie, proszę! ♥

wtorek, 6 listopada 2012

Rozdział 25

Po południu pojechaliśmy do galerii handlowej kupić mi jakieś nowe ubrania. Mówiłam im że mam swoje ubrania w domu, ale powiedzieli że nie wejdę do swojego domu dopóki moi rodzice nie wrócą.
Jasmine poszła do domu i przyniosła mi swoje dżinsy, bluzkę i buty na przebranie, bo przecież nie mogłabym jechać do sklepu w ciuchach Hazzy. Przez jakieś cztery godziny chodziliśmy po sklepach. Ja z dziewczynami nawet spoko się bawiłam, ale chłopcy strasznie się wynudzili. Znaczy się... Oni się tak na prawdę nie nudzili, ponieważ tłum fanek szedł za nimi krok w krok. Po zakupach poszliśmy do Starbucks'a na kawę.
-I jak? - zaczął Liam - Podobają ci się twoje nowe ciuchy?
-Tak... Są spoko, ale wiecie że nie musieliście tego ro...
-Musieliśmy - Niall uśmiechnął się lekko - Przecież nie możesz jak na razie wrócić do domu
-No dobra... Dziękuję - uśmiechnęłam się do nich - Ale musicie trochę poczekać na to jak wam oddam kasę... Moi rodzice wracają za... Nie wiem ile...
-Jakie pieniądze?!? Przecież nie musisz nam nic oddawać - Zayn naskoczył na mnie
-Nie?!? Muszę wam to oddać. Nie jestem taka...
-Jaka?
-Nie ważne... Zmieńmy temat...
-No dobra... Rose jak tam ciąża? - wypalił Louis
Złapałam się za skronie i spojrzałam na niego spod byka.
-No co? Po prostu pytam...
-Dobrze... - odpowiedziała mu Rose
-To fajnie - odpowiedział jej Lou
-No dobra... Zrobiło się dziwnie - powiedział Harry
-Czemu? - zapytała Alice
-No bo... Dobra, nie ważne...
Posiedzieliśmy jeszcze przez dwadzieścia minut, a potem poszliśmy do chłopców. Dziewczyny zadzwoniły do swoich rodziców że nie będzie ich w domu na noc. Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy horror "The Ring". Siedziałam między Jas, a Harry'm. Rose i Louis chyba są razem-tak mi coś dziwnie po kościach chodzi-bo cały czas mówią do siebie do ucha. Reszta siedzi wpatrzona w TV.
Zayn chyba ze cztery razy był już w toalecie. Chyba strasznie nie chce wiedzieć co się stanie :P
Film się skończył, a ja byłam strasznie zmęczona. Chłopcy poszli do swoich pokoi, a my miałyśmy zaraz do nich przyjść. To znaczy... Miałyśmy "rozdzielić się" do różnych pokoi. Podeszłam do blatu w kuchni i wzięłam ciasteczko z talerza. Al, Jas i Meg siedziały na kanapie i namiętnie o czymś rozmawiały. Rose podeszła do mnie.
-Sop mogłybyśmy pogadać? Ale wiesz... Tylko we dwie...
-Jasne. Coś się stało?
-Nie. Ale ja chciałabym się coś ciebie zapytać...
-Wal śmiało... Odpowiem na wszystkie pytania - wystawiłam jej język
-Czy ciebie i... Czy ciebie i Harry'ego coś wiążę?
-Yyy... W jakim sensie?
-No w sensie... relacje damsko-męskie?
-Nie no co ty! - skłamałam
-Na pewno?
-Ta...
-Ale wiesz... Mi możesz powiedzieć wszystko... Znamy się nie od dziś i znam wiele twoich sekretów o których dziewczyny nie mają pojęcia...
-Tak wiem i... - nie wiedziałam czy powiedzieć jej prawdę. Tak wiem, to moja przyjaciółka, ale sama chciałam żeby nikt o nas nie wiedział
-No bo gdyby go coś z tobą łączyło Megan zawyłaby się chyba na śmierć...
-On się jej podoba!?! - prawie krzyczałam
-Nie tak głośno...
-Przepraszam... On się jej podoba? - powiedziałam już ciszej
-Tak... Ale wiesz... Ja jej o tym nie powiem... Ona mi to powiedziała, ja miałam nikomu nie mówić, ale tobie powiedziałam. Chce być z tobą szczera... Wiesz o tym, prawda?
-No dobra... Tak jestem z nim. Zadowolona?!?
-Na serio? - spojrzała na mnie z niedowierzaniem
-Tak - uśmiechnęłam się do niej
-Nawet nie wiesz jak się cieszę z tego że...
-Z czego się cieszysz? - Megan podeszła do nas
-Yyy... Z...
-Moich nowych ubrań! - podskoczyłam i wyminęłam je
Podeszłam do reszty dziewczyn i zapytałam:
-To która, gdzie śpi?
-Jasmine z Zayn'em, Rose z Lou, Alice z Liam'em, Megan z Harry'm, a ty z Niall'em - powiedziała Al
-A może nasza Spać spała z Hazzą? - Rose podeszła do nas i objęła mnie ramieniem
Dawniej, gdy byłyśmy jeszcze małymi dziewczynkami, często chodziłyśmy tak. Bardzo często chodziłyśmy sobie wtedy po nogach, przewracałyśmy się i śmiałyśmy z siebie samych. Nieraz chciałabym żeby te chwile wróciły :)
-A może nie?!? - Megan także podeszła ze szklanką soku pomarańczowego w ręce
-Ale dlaczego? - Rose puściła mnie i podparła się pod boki - Może nas uświadomisz?
-Rose! Meg zakrzyczała - Przecież wiesz...
-O czym...? - udawałam że nie wiem
-Nie ważne...
-Owszem, ważne - Alice wstała z sofy
-No bo... Dobra, nie ważne... Idę spać do Niall'a, a ty idź do Harry'ego
-Jak chcesz... - machnęłam ręką i poszłam na górę do pokoju Hazzy


poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział 24


Śniadanie zjedliśmy razem śmiejąc się i rozmawiając. Strasznie dziwnie było patrzeć na Niall'a, który nie wiedział co się stało na górze... No bo cóż, nie oszukujmy się... On mnie podrywał. I to nie takie zwykłe podrywanie, tylko w stanie zaawansowanym. Ale z Hazzą ustaliliśmy że nikomu nie powiemy, ponieważ nie wiemy jak długo ze sobą wytrzymamy :P
Po śniadaniu chłopcy ubrali się w stroje wyjściowe i pojechali na wywiad. Chcieli żebym jechała z nimi, ponieważ się o mnie bali, ale uświadomiłam ich że po pierwsze; jest dzień i ja się tylko zadrę to zbiegnie się połowa miasta, a po drugie; te pajace na pewno jeszcze śpią, a jak zauważą że mnie nie ma znajdą kolejną naiwniaczkę, która wejdzie w nocy do opuszczonego domu.
No więc tak, oni pojechali, a ja chciałam zacząć sprzątać, ponieważ ich dom wyglądał gorzej niż... Nie, ich dom wyglądał najgorzej z wszystkiego co widziałam na tym świecie. Weszła, do pokoju Harry'ego i ubrałam jego szare spodnie od dresu i czerwoną koszulkę z jakimś dziwnym obrazkiem. Znalazłam czarną gumkę i spięłam włosy w kok. Umyłam naczynia po śniadaniu, uprzątnęłam podłogę w salonie z poduszek i koców i zadzwoniłam do dziewczyn mówiąc im gdzie jestem. Po godzinie były już tam wszystkie. Usiadłyśmy przed wielką plazmą wiszącą na ścianie i włączyłyśmy jakąś głupią komedię. Powiedziałam im o wieczornym wypadzie i o cross'ie Hazzy, ale nie powiedziałam im nic więcej. I tak za dużo wiedzą.
-Tylko macie nikomu o tym nie mówić, rozumiecie? - uprzedzałam je, ale i tak wiedziałam że prędzej czy później ktoś się dowie.
One nie umieją trzymać języka za zębami... Ja z resztą też, bo gdybym umiała to nie powiedziała o tym nikomu. I gdybym nie była tak bardzo ciekawa to nic by mi się nie stało. Ale już za późno, co się stało to się nie odstanie.
Po trzech godzinach wrócili chłopcy. Ze śmiechem weszli do salonu po czym od razu ucichli. Oni nadal byli tak jakby pokłóceni z dziewczynami, więc się im nie dziwie. Megan wstała i podeszła do nich.
-Przepraszam... Jest spoko? - uśmiechnęła się najsłodziej jak tylko umiała
Za nią wstała reszta. Nie powiem, trochę dziwny widok jak cztery dziewczyny z kolorowymi włosami-które mówiły że nie będą ich przepraszać i ich wymarzą z pamięci-przepraszają pięciu normalnych (chyba...) chłopaków za coś co ja tak na prawdę rozpętałam. W końcu i ja wstałam, ale nie po to by do nich podejść, tylko żeby zobaczyć co dzieje się za oknem. Przez dobre 15 minut widziałam czarne BMW, które stało niedaleko domu chłopaków. "A może ja po prostu jestem już przewrażliwiona?" pomyślałam sobie i właśnie wtedy ktoś oparł się o moje barki. Strasznie się zlękłam i aż podskoczyłam. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Harry'ego.
-Nie bój się... Nic ci nie zrobię - uśmiechnął się do mnie i od razu zrobiło mi się lepiej  - Coś się stało?
-Nie tylko... - nie wiedziałam czy mu to mówić, ponieważ nie byłam pewna, ale wolę żeby przynajmniej dwie osoby (albo dziesięć osób) było w strachu niż tylko ja - Czy wasz sąsiad masz czarne BMW?
-Mówisz o Martinach? Nie, oni nie mają samochodu...
-A wiesz kogo to auto? - wskazałam na samochód
-Ymm... Nie widziałam tutaj jeszcze tego samochodu, ale może ktoś do nich przyjechał... Nie martw się... - obrócił mnie do siebie - Nic ci się tutaj nie stanie... - już jego usta wędrowały do moich ale odepchnęłam go lekko
-Nie pamiętasz?!? Nie chce się jeszcze przed nimi ujawniać...
-Hym? Nie rozumiem... Dlaczego nie chcesz nikomu powiedzieć że ze mną chodzisz?
-Chodzić to można do Tesco po bułki... A jak im powiem to za niedługo będzie wiedzieć to prasa... Ja chce żeby ta sprawa z tymi facetami trochę ucichła...
-Tylko dla tego?
-Tak... Po prostu mam złe przeczucia co do wczorajszego zdarzenia... A teraz się trochę odsuń, bo Lou się na nas dziwnie parzy
-No dobra, niech ci będzie - odszedł w stronę chłopaków, a ja jeszcze raz szybko spojrzałam na czarny samochód i odeszłam od okna

No dobra, teraz to mamy do pogadania... Czemu po tak długim czasie jest tylko jeden komentarz? Jeżeli to czytacie to napiszcie... Nie musi to być cała rozprawka, ale dwa czy trzy słowa nie zaszkodzą :) I jak? Podoba się czy nie? Jak macie jakieś pomysły na kolejne rozdziały to piszcie na mail (Dagmar.Abbey@gmail.com)!
A tak poza tym to kocham tą piosenkę, a wy?


niedziela, 7 października 2012

Rozdział 23

Rano obudziłam się na kanapie. "Jak ja się tu znalazłam?... Przecież położyłam się w łóżku Harry'ego. A może on się wstydził i mnie przeniósł? A tam... nie ważne." pomyślałam sobie i wstałam z kanapy. Strasznie bolały mnie plecy, ponieważ kanapa jest wygodna, ale w dzień... Jak masz zamiar spać na niej chociaż godzinę czy dwie to obawiaj się potem bólu pleców. Poszłam do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego.
-Witaj... - Niall stał za mną w samych bokserkach - Wyspałaś się?
-Hej. A wiesz... Nie. Strasznie bolą mnie plecy, ale to chyba dlatego że spałam na kanapie...
-Aham - odpowiedział i podszedł do lodówki - Będę robił sobie tosty z dżemem... Chcesz?
-Jak tak ładnie pytasz... Możesz mi zrobić - uśmiechnęłam się do niego
-Ile?
-Jeden... Nie jem tyle co ty - pokazałam mu język i usiadłam przy blacie na obrotowym krześle
-No wiesz... Obraziłaś mnie... - obrócił się do mnie plecami i udawał że płacze
-Och... Przepraszam... - podeszłam do niego udając skruchę i poklepałam go po plecach
-Aaa - zakrzyczał - Masz zimne ręce
-No wiesz... Dziewczyny które mają zimne ręce podobno są fajne...
-No nie wiem... - podparł się pod boki
-Dobra, lepiej nie myśl tylko rób już to śniadanie, bo zgłodniałam
-No dobrze... A ty bądź tak miła i obudź chłopaków, ok? Mamy dzisiaj wywiad i muszą się zbierać...
-Ok
Już byłam przy schodach prowadzących na górę, ale wróciłam się do kuchni.
-Gdzie macie garnczki i łyżki?
-Tutaj... - pokazał na półkę, a zaraz potem na szafkę obok - A co ty chcesz zrobić?
-Tej pobudki nie zapomną nigdy... Ale to zaraz usłyszysz...
Wybiegłam na górę i weszłam do pokoju Zayn'a. Podeszłam do okien i odsłoniłam zasłony.
-Pobudka kochany! Wstajemy! - darłam się na cały głos, ale to nic nie dawało. Spał jak zabity - No dobra... Sam tego chciałeś... - złapałam za rączkę garnka, a w drugą rękę wzięłam łyżkę i zaczęłam bić z całej siły obok jego ucha
-Ała! - zakrzyczał i spadł z łóżka
-Ooo... Jak dobrze że wstałeś - uśmiechnęłam się i pomogłam mu wstać
-Emmm... Co ty tu robisz?
-Ja jes...
-Ok, już wiem... Przypomniałem sobie...
-Masz zejść na dół... O możesz obudzić Louis'a i Liam'a jeżeli chcesz
-A Harry?
-Zostaw go mnie... Musi mieć extra pobudkę za wczorajszy wieczór...
-Okejjj... Nie wnikam...
-Nie o to chodzi ty seksoholiku!
-Dobrze... Nie krzycz, bo mi bębenki wybuchną
Wyszedł z pokoju, a po chwili usłyszałam krzyk Louis'a
-Wolę nie wiedzieć co mu zrobił... - powiedziałam do siebie i udałam się do pokoju Hazzy
Po cichu weszłam do jego pokoju. Łóżko było posłane, a w pokoju nikogo nie było. Rozejrzałam się po pokoju i już chciałam wychodzić, ale ktoś rzucił się na mnie. Spadłam na łóżko, śmiejąc się. Spojrzałam na mojego zamachowca i zobaczyłam Harry'ego.
-No ładnie... Wczoraj mnie ratujesz, a dzisiaj to ty mnie chcesz zabić?
-Niee... No co ty? Ciebie?!?
-No a kto się na mnie rzucił, a teraz okrakiem na mnie siedzi?
-No ja...
-No właśnie... A powinno być tak... - zepchnęłam go z siebie na podłogę, ale on złapał mnie za rękę i poleciałam na niego
-Tak powinno być?
-Nie... Ja powinnam wyjść z tego pokoju jak najszybciej i udać się na dół, bo mi tosty stygną...
-Eeee tam... Odgrzejemy...
-Ale Harry... Ja mówię teraz na serio, puść mnie...
-No dobra... puścił mnie, a sam wstał - Tylko jak wczoraj to ty mnie pocałowałaś to było dobrze... Co nie?
Wyszedł z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi, a ja rzuciłam się na jego łóżko
-Ale ty jesteś głupia! Debilko! Przecież on ci się podoba!... Ale ja jestem głupia... - wstałam z łóżka, a wtedy ktoś mnie pocałował. Tak się zdziwiłam że aż się zatoczyłam i upadłam z powrotem na łóżko.
Po chwili ten dziwny, ale tak samo przyjemny moment się skończył. Otworzyłam pomału oczy.
-To czemu nie chciałaś dać mi się pocałować?
-Boo... Aaa...
-Nie słysze... Noo... Czekam
-Nie wiem... Bo byłam głupia... A poza tym czemu mam ci się spowiadać skoro i tak wszystko słyszałeś?!?
-Chciałbym to usłyszeć od ciebie... Przy tobie, a nie za drzwiami
-No dobra... Bo byłam debilką, która myślała że raz nie wyszło to drugi raz nie wyjdzie...
Przez chwilę jeszcze gadaliśmy, ale potem zeszliśmy na dół. Byłam szczęśliwa jak nigdy, ale z drugiej strony strasznie się bałam, ponieważ za chwilę miałam jechać z chłopcami do mojego domu po ciuchy, telefon, itp.
Musiałam zadzwonić do mamy i powiedzieć co się stało. Powiedziała że w takim razie wsiada w samolot i przylatuje do domu, ale powiedziałam jej że jestem w dobrych rękach. A nawet... Nie zdążyłam zapytać jak znalazłam się na kanapie, ale teraz to już nie ważne :)


Ejj, no... ludziska, czemu nie piszecie komentarzy? Chciałabym wiedzieć co myślicie o moich bazgrołach, a nie... I jak? Podoba się czy nie? =)
A i jeszcze jedno... Mam takie jedno opowiadanie tylko nie związane z 1D i mam pytanie? Czy mam to dodać? Wydaje mi się że jest fajne i wgl... :P

sobota, 22 września 2012

Rozdział 22

Nigdy nie jeździłam na cross'ie, a tym bardziej nie jeździłam nim z kimś takim jak Harry! Pojechaliśmy do jego (i reszty oczywiście) domu i weszliśmy do środka. Strasznie duuużo się zmieniło od mojego ostatniego pobytu w tym domu. Chłopcy siedzieli w salonie i oglądali... jakiś film, nie wiem jaki :P.
-Napijesz się czegoś? - zapytał się mnie Hazza
-Nie, dzięki - uśmiechnęłam się do niego - A... a tak w ogóle to czemu jesteś dla mnie taki miły?
-Ponieważ zależy mi na tobie...znaczy... na przyjaźni z tobą... A tak w ogóle to czemu się z nimi nie przywitałaś? - zapytał, pokazując na chłopców
-A nie zlinczują mnie za moje boskie zachowanie?
-No nie wiem, ale można spróbować - pokazał mi język i wszedł do salonu
"No dobra, jest ok... Jak na razie" pomyślałam sobie i poszłam za Harry'm. Spojrzałam na chłopców, którzy (choć o tym nie wiedziałam) spali jak aniołki.
-Pewnie usnęli czekając...
-Na co? - podparłam się pod boki i czekałam na odpowiedź
-Yy... znaczy, chciałem powiedzieć że na pewno czekali na jakiś film i usnęli sobie... - lekko się uśmiechnął
-A mnie się wydaje że obudziłeś ich zaraz po tym jak do ciebie zadzwoniłam i kazałeś im na siebie czekać, ale biedacy byli tacy śpiący że usnęli.... Hym? Mam rację?
-Jesteś przebiegła, wiesz?
Zaczęłam się śmiać.
-Oczywiście... A tak w ogóle to czemu jestem tutaj, a nie w swoim domu?
-No wiesz... Mieszkasz obok tych facetów, więc nie było mowy żebym odstawił cię do domu
-A moi rodzice? Jak oni dowiedzą się o tym że jestem u was?
-Zadzwonisz do nich i powiesz że jesteś u nas i żeby się nie martwili
-No, ok... ale jak na razie to powiedz mi gdzie będę spać?
-Ymmm... W moim pokoju?
-A ty?
-Ja się prześpię na kanapie, nic mi nie będzie...
-Niee... Bo chłopcy śpią na kanapie...
-No to na ziemi...
-Też nie... A z resztą... Jak chcesz, chciałam zaproponować żebyś spał z którymś z nich, ale jeżeli wolisz spać na ziemi to bardzo proszę
-Ale zaraz... Co?
-Co, co?
-Czy ty powiedziałaś że będziesz spać z którymś z nich, a ja na podłodze?
-Nie, debilu! Lepiej idź już spać, bo coś nie słyszysz za dobrze... Dobranoc - pocałowałam go w policzek i poszłam do góry
-Ale to gdzie w końcu będziesz spać?
-Nie ważne... Zobaczysz rano... - skierowałam się do łazienki.
Zobaczyłam e na moim policzku jest spore rozcięcie, ale już zaschnięte, więc umyłam tylko twarz i poszłam spać.

Wiem, trochę denne, ale jak na razie to pomysły mi się skończyły, a po tak długiej przerwie od pisania to nie ma się czym dziwić... Proszę o komentowanie moich wypocin :D A tak wgl to podoba się wam nowa piosenka 1D ? 



środa, 25 lipca 2012

Rozdział 21



Usłyszałam podjeżdżający motor pod mój?, chyba tak... pod mój dom. Nie przypominałam sobie żeby ktoś kogo znam jeździł na motorze. Ktoś zaczął wychodzić po schodach w domu w którym byłam. Pomyślałam że to Harry, ale za chwilkę zmieniłam zdanie.
-Siema stary ! - zawrzeszczał jakiś koleś, który właśnie wszedł do środka - Kogo my tu mamy ? - musnął mój policzek ustami
-Zostaw ją i chodź na górę !
-Zamknij się Mike ! Przecież już idę ! - wyszedł po schodach i trzasnął drzwiami
Zaczęłam się trząść ze strachu... ale także dla tego że było mi cholernie zimno. Nie wiedziałam czemu zawsze  na mnie pada coś takiego. Nie mogło to spotkać jakiejś innej dziewczyny !?!
Nagle dotknął mnie ktoś za ręce. Wystraszyłam się i chciałam krzyknąć, ale zakrył mi usta. Odwróciłam się i zobaczyłam Hazzę. Pomału odwiązał mi ręce, a potem nogi. Pociągnął mnie za rękę i po chwili obydwoje byliśmy już na zewnątrz.
Ciągnął mnie przez chwilę, a potem zatrzymał się.
-Harry... - zaczęłam - Dziękuję - przytuliłam się do niego, a on odwzajemnił to
-Nic ci się nie stało ? - ujął moją twarz w ręce i spojrzał mi w oczy
-Yy... Nie, ty ?
-Co ja ?
-Czym tutaj przyjechałeś ?
-No właśnie... Chodź - znów mnie pociągnął i zaraz znaleźliśmy się pod moim domem - Oto mój pojazd - wskazał na trochę ubrudzonego cross'a
-Kpisz ze mnie ? - podeszłam do motoru i dotknęłam kierownicy
-Nie... Wcale z ciebie nie kpie... Kiedyś mnie to kręciło, ale potem poznałem chłopaków i całkiem o tym zapomniałem... Ale...
-Ale co ?
-Jak dzisiaj zadzwoniłaś to strasznie się tym przejąłem, a nie chciałem jechać samochodem, bo się bardziej rzuca w oczy
- Wow - jedynie to mi przyszło do głowy
-To co ? Jedziemy ? - wsiadł na cross'a i poklepał na siedzenie za sobą
Podeszłam do niego i pocałowałam go... Nie wiem co mnie naszło, ale po prostu to zrobiłam. Usiadłam za nim i mocno się go złapałam.
-Tylko się trzymaj...
-Trzymam się - uśmiechnęłam się sama do siebie i pojechaliśmy

I jak ten rozdział ? Podoba się ? Trochę krótki, ale zawsze to coś. A tak a pro po... Jaka u was jest pogoda, bo u mnie pada :( 
Gdyby ktoś nie wiedział jak wygląda cross. /\
Wiem że Harry nie jest z tym w żadnym sensie powiązany, ale nie wiedziałam co wymyślić :P

poniedziałek, 9 lipca 2012

Nie wiem jak wy, ale ja jadę na wakacje :P

Przez jakieś trzy tygodnie nie będę pisać, ponieważ wyjeżdżam. Wakacje są tylko jedne w roku, a blog może być cały czas, nieprawdaż ? Może postaram się pisać coś tam trochę, ale nie obiecuję. Miłych wakacji wam życzę <3
A i właśnie... Nie ma już z nami Madeline :( Więc znów będą tutaj tylko moje bazgroły

sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział 20

*Tydzień później*
Obudziłam się cała roztrzęsiona. Znów ten sam sen, który męczy mnie już od dłuższego czasu. Wstałam z łóżka i poczłapałam do kuchni. Nalałam sobie szklankę wody. W pomieszczeniu było ciemno, a mnie się nie chciało zapalać lampy.
"Dlaczego ja zawsze jestem sama" pomyślałam sobie i dopiłam resztki ze szklanki. Otworzyłam okno i odetchnęłam świeżym powietrzem. Popatrzyłam na sąsiedni dom. Ten dom od lat nie był zamieszkany. Okna były rozwalone, a tynk odpadał od ścian, ale nie to zwróciło moją uwagę.
Małe okienko w którym paliła się chyba świeczka. Nigdy nie przypuszczałam że ktoś będzie na tyle głupi żeby tam wejść. Przecież to rudera, dobra tylko do tego żeby ją puścić z dymem.
Korciło mnie żeby tam pójść. Ubrałam płaszcz i wyszłam przed dom. Latarnie dawały bardzo mało światła, dobrze że był jeszcze księżyc, który świecił tak mocno że widziałam wszystko. Powolnym krokiem podeszłam do drzwi. Lekko je uchyliłam, a po chwili byłam już w środku. Usłyszałam ciche głosy na samej górze domu. Zaczęłam wychodzić po drewnianych schodach. Byłam już prawie na końcu schodów, chciałam już postawić ostatni krok, ale nie zdążyłam, bo ktoś złapał mnie od tyłu i zawiązał oczy. Zaczęłam krzyczeć, lecz ten dał mi w twarz.
Popychając mnie schodził ze schodów. Weszliśmy do wielkiego pomieszczenia, chyba salonu. Pchnął mnie, a ja upadłam na krzesło. Podszedł do mnie i przeciągnął po policzku coś bardzo zimnego. Po chwili poczułam pieczenie.
-Po co żeś tu przyszła ? - zapytał ostrym tonem, związując mi ręce i nogi
-Jja.... - zaczęłam się jąkać
-Co ja, hy !!!
-Ja... Nie wiem sama - zaczęły mi kapać łzy, ale od razu wsiąkały w chusteczkę którą miałam na oczach
-Nie wiem ! - zaczął chodzić po pokoju - A co wiesz !?!
Nie odpowiedziałam. Przybliżył się do mnie, czułam jego oddech na moim karku.
-Co ze mną zrobisz ?
-Ja ? Dobre pytanie... Może najpierw się prześpię, a rano zobaczy się - pocałował mnie w usta - Dobranoc mój skarbie
Słyszałam kroki na schodach. Po jakiś 5 minutach byłam już sama. Próbowałam ściągnąć sobie chusteczkę z oczu, ale wszystko na nic. Po jakimś czasie spróbowałam ponownie i... udało się. Spojrzałam po całym pomieszczeniu. Zobaczyłam jakieś meble. Na jednym z krzeseł leżał telefon. Nogami kopnęłam w krzesło i telefon spadł z hukiem na ziemię.
Znieruchomiałam, ale po chwili oczekiwania usłyszałam tylko głośne chrapnięcie. Odetchnęłam i "przykopawszy" go do siebie pomału sięgnęłam po niego związanymi rękoma. Rzuciłam nim o moje kolana, a sama próbowałam rozplątać sobie ręce. Wszystko na nic. Spróbowałam sobie przypomnieć jakiś numer, ale nikogo nie pamiętałam. A na policję, pogotowie, albo straż nie mogłam zadzwonić, bo miał to zablokowane.
Przypomniałam sobie numer pewnej osoby, ale nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Wykręciłam po omacku numer. Usłyszałam sygnał i odezwał mi się znajomy głos:
-Słucham - powiedział ziewając
-Ratunku... - powiedziałam szeptem by nie obudzić tego faceta
-Zaraz, kto mówi ?
-Sophie... Wiem że powiedziałyśmy wam żebyście do nas nie gadali, ani nie dzwonili, ale proszę cię... Pomóż mi Harry
-Ale co się stało ?!?
-Nie ważne... Przyjedź do mnie. Obok jest opuszczony dom. Wejdź do niego po cichu, a mnie znajdziesz, tylko proszę cię ... Szybko
Usłyszałam sygnał zakończonej rozmowy i ucichłam. Modliłam się bym przeżyła i płakałam. Dzisiejsza noc będzie baaardzo długa.

I co podoba się ? Dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia na stronę... To bardzo pomaga :D